Gdzie byliście?
June 23, 2009 11:16AM
Jakie miejsca warto jest zwiedzić i dlaczego? gdzie byliście i co polecacie?
August 10, 2009 08:44PM
Wyspa Hvar - lawendowa wyspa. Lawenda kwitnie mniej wiecej w okolicach czerwca, ja bylam z dzieckiem w sierpniu, a gdy wiał wiatr "żyło" się tam w nieustającym lekkim zapachu lawendy. Za bardzo niewielkie pieniądze spędziliśmy 10 dni w hotelu Adriatic, miejscowość Vrboska. Jeśli nie jest się bardzo wybrednym, a kocha się skoki z niedużych skał do wody i pływanie i nurkowanie, to lekko powiewający komuną hotel nie przeszkadza. Mieliśmy widok na lasek piniowy i 50 m do morza. Plaża niewielka i tylko jeden prysznic, ale nie było do niego kolejek. Można spacerować wokół wyspy i spotkać trzech ludzi po drodze. Piękne, malownicze widoki, spokój święty. Jeśli ktoś lubi. Bo jeśli chce się pochodzić na dyskoteki z prawdziwego zdarzenia, to pewnie Jelsa czy Stari Grad. Jeśli ktoś nie wytrzyma bez klimatyzacji, to ten hotel też odpada. Statkiem można popłynąć na cały dzień do pobliskich zatok i tam poznawać florę i faunę podwodną i naziemną
))Zakochałam się w tej wyspie
August 21, 2009 04:02PM
Kupiłem GPS`a - rewelacyjny satelitarny system naprowadzania i pozycjonowania. Do tego kieszonkowy. Na pewno nie zginę w syberyjskiej tajdze. A tam się wybierałem.
Sprzęt sprawował się bez zarzutów, aczkolwiek był trochę energożerny. Baterie wystarczają tylko na kilka godzin ciągłej pracy i należy go wyłączać, aby przedłużyć ich żywotność. Po drodze w krzakach nie można ich ani naładować, ani wymienić. W związku z tym śledzenie i zapis przebytej drogi jest przerywany.
Dokładność pomiaru podlega wahaniom, w zależności od pogody, w granicach ok. 10m, ale to w zupełności wystarcza, by nie zginąć. Ale czy zdajecie sobie sprawę, jakie będą konsekwencje, kiedy zdamy się tylko i wyłącznie na nowoczesną technikę?
Będąc w Irkucku nocowałem w hotelu na obrzeżach centrum. Wychodząc do miasta zaznaczyłem w GPS`ie współrzędne mojego budynku. Po wieczornym spacerze i pobycie na piwku w tamtejszej knajpie, postanowiłem wrócić do hotelu. Jakież było moje zdziwienie, kiedy zauważyłem, że w GPS`ie przedwcześnie padła bateria. Powstał jakże szybko ciekawy problem. Jak wrócić do hotelu?
Nazwy ulicy niestety nie zapisałem. Nazwy hotelu również nie znałem. Nie wiedziałem, w jakiej części miasta jestem. Godzina była dość późna, nocna. Nawet taksówkarzowi nie było możliwości wytłumaczyć. Miałem mu kazać jeździć w kółko? W jaki sposób opisać ten cholerny hotel? Nie zwróciłem uwagi jak wygląda dom i okolica. A był to przeciętny budynek z tamtych rejonów. Średnio duży i szary jak wszystkie zabudowania. Jednym słowem horror w nocy.
Zapasowej baterii do GPS`a nie posiadałem. I zaczęły się poszukiwania. Jedyny kiosk, jaki mógł być czynny miałem nadzieję znaleźć na dworcu kolejowym. Przyszłość szybko pokazała, że było to błędne założenie. Kiedy się tam dostałem przekonałem się, że wszystkie sklepy już zamknięto. To nie dworzec Centralny w Warszawie. Zdenerwowany i zmęczony musiałem pilnie skorzystać z toalety.
Wbiegłem do pomieszczenia, w którym spodziewałem się znaleźć ustronne miejsce.
W wielkiej hali widzę, rzec by można, parkaniki wysokie do szyi. Do szyi, ale nie dla mnie, którego Pan Bóg obdarzył dwumetrowym prawie wzrostem. To się nazywa, kurwa, konsternacja!
Przepierzenia oddzielające stanowiska defekacji tworzyły boksy o wymiarach metr na metr z dziurą pośrodku i pseudo-nartami po bokach do postawienia stóp.
Miałem rewelacyjny podgląd z mojej wysokości. Jak na dłoni podany, przekrój wszelkiej maści wytrzeszczonych oczu w wysiłku rozkoszy srającego towarzystwa. Na domiar wszystkiego było to miejsce koedukacyjne. Co niektórzy z głupią miną patrzyli na mnie w górę, przytrzymując w garści spadające majtki. Zażenowane baby próbowały podciągać spódnice, inni plątali się w spodnie. Jednym słowem ubaw po pachy. Ale nie dla mnie.
Przestępowałem z nogi na nogę. Komfort intymności był mi potrzebny bardzo szybko, najlepiej w jakimś zacisznym zakątku. W tył zwrot i wypadłem z tego przybytku. Wybiegłem za budynek stacyjny. W pierwszym możliwym miejscu przycupnąłem i ściągnąłem spodnie. Było ciemno, więc nie widziałem dokładnie gdzie walę.
Był to kanał na zwrotnicę. Trafiłem jak się okazało dobrze. Gdzieś u dróżnika, jakaś szuja, złośliwie w tym momencie musiała wydać komendę zmiany toru, bo coś strzeliło w moim dołku. Potem bzyknęło na koniec klasnęło. Strzał spowodował rozbryzg świeżego brązowego smarowidła między innymi na moje nogi. Chwilę później jakoś doprowadziłem się do porządku i poszedłem dalej szukać szczęścia.
Kiedy wróciłem do hali dworca natychmiast przypałętały się do mnie trzy psy i za cholerę nie mogłem ich odgonić. Jeden starał się zrobić sobie ze mnie ruchome drzewko i zaznaczyć swoje terytorium czując to, co i ja czułem. Drugi zawzięcie próbował złapać mnie za nogawkę. Trzeci ganiał w kółko poszczekując. Co za zboczone psiska! Czułem się jak suka w rui.
Z oszalałą sforą psów za sobą, zacząłem chodzić po dworcu i pytać podróżnych o jakieś urządzenie na baterie. Chciałem wykorzystać je do pożyczenia zasilania. Kątem oka, zrezygnowany zobaczyłem jak jakiś młody człowiek na drugim końcu dworca zdejmuje słuchawki od walkmana. Wyciągnął z niego baterie, wrzucił je do kosza na śmieci i poszedł dziarskim krokiem do taksówki.
Dopadłem do tego kosza na śmieci razem z moją zgrają psów. Grzebałem w nim nie zwracając uwagi na otoczenie i wyciągnąłem moje upragnione baterie. Psy były zdezorientowane i już nie wiedziały, czy wąchać nadal moje pachnące nogawki, czy raczyć się tym, co ja wysypałem ze śmietnika. Idiotyczne spojrzenia tubylców zdawały się pytać, skąd takie UFO się wzięło i czemu grzebie w śmietniku. Na głodnego nie wygląda. Jako, że mimo zapachu byłem ubrany bardzo przyzwoicie, mój entuzjastyczny kontakt z kontrastującym śmietnikiem był nieco szokujący.
Baterie włożyłem do GPS`a. Działał tylko przez chwilę. Ale to wystarczyło, aby namierzyć kierunek. Ogrzałem baterie pod spoconą pachą i znów do GPS`a. Udało się odczytać odległość. I tak kilkukrotnie podczas drogi - włączałem, odczytywałem, wyjmowałem, ogrzewałem, wkładałem.
I dotarłem!
Przede wszystkim do wanny i świeżych ciuchów.
August 21, 2009 05:29PM
Mariusz
ja nawet nie wnikam, czy to jest autentik historia, czy nie
. Ale może znalazłbyś tu sobie na stałe jakiś wygodny kącik pisarski i raczył nas częściej swoimi przygodami? Zamiast porannej prasy będziemy Cię czytać, mocna dawka śmiechu lepiej wpływa niż kawa
August 22, 2009 06:31AM
Powyższa opowieść jest to historia autentyczna, którą przeżyłem jakiś czas temu, podczas wypadu na Sybir.
Raczej jestem za leniwy na regularne pisanie, ale dziękuję za propozycję.
Gdy mnie coś napada (szczególnie butelka wina), to zdarza się, że piszę po nocy.
I nie tylko o podróżach![]()
* * * * * * * * * * * * * * * *
Niejaki rozbiegany Wojtuś Cejrowski, (skądinąd znany mi z mojej grupy na socjologii, gdzie razem studiowaliśmy), ostatnimi laty zbiera laury za swoje lansjerskie podróże po świecie, onegdaj tanim chwytem zaistniał w postkomunistycznej telewizji, pokazując jak należy naciągać prezerwatywę na banan.
Świńskim i prostackim swoim skojarzeniem - obrzydził mi ten owoc do końca życia, bo już zawsze banan będzie mi zajeżdżał gumą, gdy przymierzę się do jego zjedzenia.
Muszę się napić. Nie zniosę myślenia o tym bananie.
Idę do barku i rozglądam się.
Co tam mamy do wyboru?
Wino takie, śmakie, whisky, koniak.
Likier? Skąd tu likier?
Grzebiemy dalej. Jakieś wynalazki...
OK. Biorę whisky.
Szklanka, korek, miłe bulgotanie. Nalewam z uwielbieniem.
Wciągam zapach znad szklanki. Maluje mi się uśmiech na ustach.
Siadam z niepokojem na kanapie, jak na krześle elektrycznym i przełamuję się...
Jednak włączam ten telewizor.
Profilaktycznie łyk whisky. Jeden, drugi, trzeci.
Robi się błogo i stres znika.
Dla uspokojenia spoglądam na wazon z różami.
Co z tymi kwiatkami?
W drodze ewolucji, swoimi płatkami upodobniły się do organu kobiecego tegoż koloru?
Mężczyźni chyba pod wpływem gustu kobiet, najchętniej wybierali te egzemplarze do dalszego rozpleniania, które podobne były do waginy.
Czyżby podświadomie utrwalali gusta swym wybrankom, fundując im kształty płatków kojarzących się jednoznacznie? Dobrze, że jak na razie zapachu róży nie udało się zmienić na bardziej piżmowy, uchodzący za substytut feromonów.
Edited 3 time(s). Last edit at 08/24/2009 01:33PM by TravelFriend.
August 24, 2009 01:43PM
Popieramy literackie opisy i literaturę ogólnie, ale prosimy na przyszłość o prozę mniej naturalistyczną. Oraz o zachowywanie poprawności politycznej
.
Pozdrowienia
September 14, 2009 11:05AM
MariuszJ
Kupiłem GPS`a - rewelacyjny satelitarny system naprowadzania i pozycjonowania. Do tego kieszonkowy. Na pewno nie zginę w syberyjskiej tajdze. A tam się wybierałem. [ciach]
Historia nie do pozazdroszczenia, ale fajnie piszesz

October 17, 2009 10:45PM
Bieszczady ofkors. Niesamowite widoki, mnóstwo jeszcze dzikiej przyrody i klimat, jakiego nie ma już w innych miejscach...
November 05, 2009 12:35PM
Myślę, że po powrocie z andrzejek Gogobo z całą ekipą będziecie koniecznie musieli opowiedzieć o Chatce Górzystów na Hali Izerskiej, bardzo jestem ciekawa wrażeń
February 05, 2010 02:37PM
Mimo że w Polsce bliżej mi do Warszawy, chętnie wracam kiedy mogę do Krakowa, żeby poczuć ten klimat
December 07, 2010 08:17PM
Byłam w Grecji, Maroku ,Egipcie, Tunezji, Syrii, Jordanii, Nepalu , Indiach... wszędzie jest coś innego co warto zobaczyć a potem w domu powspominać. I ma sie ochotę odwiedzić te strony jeszcze raz. bo raz to stanowczo za mało.
December 13, 2010 08:24PM
sarasaras
Byłam w Grecji, Maroku ,Egipcie, Tunezji, Syrii, Jordanii, Nepalu , Indiach... wszędzie jest coś innego co warto zobaczyć a potem w domu powspominać.
Wow, Jordania, Nepal - dla mnie totalna egzotyka
. Też bym chciała kiedyś tam pojechać, ale wydaje mi się, że czasu już mam za mało, żeby odwiedzić te wszystkie miejsca, które bym chciała... No i z pieniędzmi też nie jest tak różowo, jak bym chciała, bo kasy jednak na takie wyjazdy idzie sporo

